wtorek, 25 sierpnia 2020

JOKER: KILLER SMILE #3

Jeff Lemire oraz Andrea Sorrentino to znany i zgrany duet wielokrotnie nagradzanych twórców. Gdy ogłoszono ich kolejny wspólny projekt dla imprintu DC Black Label nie było dziwnym, że ten cieszył się dość sporym zainteresowaniem. Mowa tu o miniserii JOKER: KILLER SMILE której poprzednie dwa zeszyty recenzowałem już na łamach DCManiaka (recenzja zeszytu pierwszego oraz drugiego). Pierwszy epizod poza zaciekawieniem pozostawił mnie jednak z uczuciem rozdarcia i wątpliwości. Drugi pokazał, że nie wszystkie z nich były słuszne oraz ukazał kierunek w którym zmierza seria. Jeżeli jesteście ciekawi jak wypadł finałowy, trzeci zeszyt i czy otrzymaliśmy godne zwieńczenie historii, zapraszam Was do lektury niniejszej recenzji.

Już na wstępie mogę napisać, że wszelkie obawy były słuszne. Ale czy to oznacza, że jestem zawiedziony? Nie. Lemire co prawda i tak skończył historię w sposób który można było przewidzieć. Status Quo jaki zapanował po napisie „…The End” był do przewidzenia raczej prosty. Jednak sposób w jaki scenarzysta do niego doprowadził był już dość zaskakujący i wątek główny trzymał w napięciu do samego końca. Jeff odpalił fajerwerki skręcając fabularnie w mroczne aspekty psychologiczne (coś na czym w sumie bazuje cała miniseria) okraszone sporą ilością akcji. Dzieje się dużo i szybko, a karty zostają odsłonione. Odniosłem wrażenie, że to właśnie tutaj wypala strzelba z zasady kompozycyjnej Czechowa. Kanadyjski scenarzysta przestaje bawić się w misterne układanie pionków na planszy serwując czytelnikom rasowy finał. Tak więc o ile samo zakończenie nie było szczególnie satysfakcjonujące, tak ogólnie przebieg zeszytu ze strony fabularnej to całkiem zgrabna historia.

Jeżeli natomiast o oprawę wizualną chodzi, to finał wypada na tle poprzednich zeszytów gorzej. Przede wszystkim brakuje tu niekonwencjonalnych kadrów do których rysownik przyzwyczaił na łamach serii. Owszem, jest kilka momentów ale to zdecydowanie nie ta półka którą pokazano w zeszytach #1 i #2. Mało również kreatywnych zabiegów wizualnych które we wcześniejszych odsłonach serii urywały głowę. Co więcej, zdarzają się puste kadry czy strony. Wiecie, puste – bez tła. O ile taki zabieg ma na celu pokazanie odosobnienia postaci i tego, że została sama jestem w stanie zrozumieć. Ale działa to raz, a później zdarza się znowu i znowu. O ile Andrea Sorrentino tak czy inaczej spisał się rewelacyjnie tak mam wrażenie, że przy trzecim zeszycie po prostu goniły terminy. Całą resztę mogę tylko pochwalić i wszelkie słowa uznania jakie pisałem przy poprzednich recenzjach mógłbym tu skopiować. Wyrazy uznania należą się także kolorystce Jordie Bellaire która tak naprawdę swoimi kolorami nadała opowieści charakteru oraz mrocznego klimatu. Wielokrotnie łapałem się na tym, że po przeczytaniu danej strony stopowałem lekturę tylko po to, aby wpatrywać się w detale poszczególnych plansz. Świetna robota.

Podsumowując, JOKER: KILLER SMILE to całkiem udana seria. Nie jest jakoś szczególnie wybitna ale trzyma swój porządny poziom, szczególnie patrząc na pozostałe serie jakie tworzone są w ramach imprintu DC Black Label. Nie ma tu nic świeżego i odkrywczego, co zostanie zapamiętane na długie lata. Jest to jednak solidna lektura na którą czas poświęcony nie będzie czasem zmarnowanym. Dla miłośników Batmana czy Jokera rzecz obowiązkowa. Fani bardziej mrocznych, psychologicznych klimatów również powinni być zadowoleni.

Zwrócę jeszcze uwagę, że powtórna lektura całości ciągiem była w moim przypadku bardziej korzystna niż osobne czytanie poszczególnych zeszytów. Warto dodać, że całość ukaże się w Polsce nakładem wydawnictwa Egmont. Tom zatytułowany JOKER: ZABÓJCZY UŚMIECH zapowiedziano na listopad.

Mateusz Smoter

JOKER: KILLER SMILE #3 do kupienia w sklepie ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz