niedziela, 30 sierpnia 2020

SEA DOGS

Dzisiaj ponownie zaglądam do horrorowego imprintu Hill House Comics, którego oferta okazała się zgodnie z oczekiwaniami, idealnie skrojona pod moje komiksowe gusta. Tym razem nie skupię się jednak na żadnej z kolejnych mini serii (do tej pory podzieliłem się opiniami na temat BASKETFUL OF HEADS oraz DOLLHOUSE FAMILY), ale na historii zawartej w back-upach. Na tą chwilę nie mam pojęcia, czy DC zdecyduje się wydać wszystkie odcinki SEA DOGS w jakiejś formie zbiorczej, ale skoro ukazał się już ostatni rozdział, to zdecydowałem się na krótkie podsumowanie. Za scenariusz, podobnie jak w przypadku wspomnianego już BASKETFUL OF HEADS oraz PLUNGE, odpowiada osobiście Joe Hill, zaś ilustracje wykonał Dan McDaid z pomocą Johna Kalisza (kolory).

SEA DOGS to w żadnym wypadku oryginalny i innowacyjny pomysł. To nawiązanie do kilku dekad wstecz, gdy bardzo popularne było publikowanie krótkich back-upów na końcu znanych serii. Najświeższa tego typu inicjatywa to opowieść o Karmazynowym Korsarzu, którą przed kilku laty publikowano w zeszytach z cyklu STRAŻNICY POCZĄTEK, i która zapamiętana została niestety głównie przez kłótnie twórców oraz kontrowersje związane z jej finalizacją. Ale to już przeszłość i lepiej do tego tematu nie wracać, bo nie jest tego wart. W każdym razie Joe Hill również postanowił rozbić fabułę na wszystkie tytuły z tego samego cyklu, co zaowocowało łącznie trzydziestoma rozdziałami, podzielonymi pomiędzy pięć mini serii. Pierwszy rozdział ukazał się na kartach BASKETFUL OF HEADS #1, zaś ostatni w PLUNGE #5. Oba liczyły po cztery strony. Pozostałe 28 części składały się z dwóch stron każda.

W praktyce zatem, jeśli ktoś zbierał wszystkie pięć serii z Hill House Comics, to tylko wtedy mógł poznać całą opowieść o pasażerach statku HMS Havoc. Dla mnie takie pocięcie historii na malutkie fragmenty serwowane w określonym odstępie czasu to żadna frajda, bo trudno wciągnąć się i zaangażować w taki komiks, a do tego za każdym razem trzeba wracać do poprzednich odsłon, aby przypomnieć sobie wcześniejsze wydarzenia. Teoretycznie na początku każdego rozdziału uśmiecha się do nas szyderczo głowa pewnego creepy narratora (swoją drogą fajne nawiązanie do starszych, komiksowych horrorów), który najkrócej jak to możliwe informuje o tym, co działo się chwilę wcześniej, ale w moim przypadku i tak dla pewności wertowałem poprzednie zeszyty. Po kilku odcinkach zaniechałem zatem śledzenia SEA DOGS, obiecując sobie, że łyknę 30 rozdziałów na raz, kiedy tylko przygoda nakreślona przez Hilla dobrnie do stacji końcowej. I tak też się stało.

Akcja komiksu rozgrywa się podczas amerykańskiej wojny o niepodległość, a konkretnie w roku 1780. Jest to okres, kiedy flota Brytyjska dokonuje potężnych zniszczeń w szeregach rewolucjonistów, jeszcze przed decydującą bitwą morską i przechyleniem ostatecznie szali zwycięstwa na stronę przedstawicieli trzynastu zbuntowanych kolonii w Ameryce Północnej. Scenarzysta zachowuje ogólny kształt historyczny, wkomponowując do niego pewien nadprzyrodzony element. Oto bowiem z inicjatywy cenionego i doświadczonego szpiega, na pokład najgroźniejszego statku będącego w posiadaniu Brytyjczyków, przemycona zostaje potajemnie trójka niezwykłych pasażerów. Przy świetle księżyca przemieniają się oni w złaknione krwi wilkołaki, prawdziwych patriotów, których zadaniem jest urządzenie na pokładzie HMS Havoc jednej wielkiej rzezi, przyczyniając się tym samym do odniesienia zwycięstwa w tej ciągnącej się od kilku lat wojnie.

Każdy z nowych horrorów serwowanych przez DC i będących pod kuratelą Joe Hilla serwuje nam coś zupełnie innego, wyjątkowego, niepowtarzalnego, skupiając się na kompletnie różnej tematyce. Tym razem w roli głównej dostajemy wilkołaki, których prawdziwych tożsamości czytelnik przez dłuższy czas nie zna, próbując ich wytypować spośród nowych członków załogi statku Havoc. Sylwetki poszczególnych bohaterów są ciekawie nakreślone, jedni wydają się bardziej oczywistymi typami do bycia szpiegiem, zaś inni zdecydowanie mniej. Podoba mi się takie bawienie w detektywa, zwodzenie czytelnika, podsuwanie mu szczątkowych wskazówek i niejako zabawa w wytypowanie trzech napastników. Jak na ironię scenarzyście udało się również wzbudzić moją sympatię do kapitana Wolstencrofta, który teoretycznie miał być największym złym całej opowieści. Zaskoczeniem jest rozdział siódmy, w którym to zamiast kolejnej porcji morskiej akcji, dostajemy... 11 postaci do wycięcia, aby uczynić sobie z nich naklejki (!?).

Jeszcze przed ukazaniem się pierwszego rozdziału zapowiadano, że SEA DOGS zawierać będzie pewne easter eggi sugerujące, iż wszystkie serie z horrorowego imprintu są ze sobą w pewien sposób połączone. Być może nie byłem tak uważny w swoich poszukiwaniach i coś oczywistego mi umknęło, ale zauważyłem tylko jedno nawiązanie, czyli to dotyczące łaknącego krwi topora. Z kolei w inauguracyjnym zeszycie LOW, LOW WOODS nad wejściem do kina widnieje tytuł wyświetlanego filmu "Sea Dogs". Jest też kawałek meteorytu, ale nie wiem do czego to podczepić. Jeśli ktoś z Was czytających tą recenzję znalazł inne tego typu smaczki, to zachęcam do dzielenia się spostrzeżeniami w komentarzach.

Dan McDaid zrobił wszystko co w jego mocy, aby od strony wizualnej krwawa jatka dokonana przez wilkołaki prezentowała się satysfakcjonująco i efektownie. Było wystarczająco strasznie, a gdzieniegdzie udało się przemycić odrobinę czarnego humoru. Styl, jakim dysponuje ten artysta jest dosyć szczegółowy, z gatunku tych uniwersalnych i tym samym przystępnych dla niemal każdego.

W przeciwieństwie do pięciu głównych historii z Hill House Comics, na SEA DOGS niespecjalnie czekałem, a moje oczekiwania wobec tej opowieści były niezbyt wygórowane. I może właśnie dlatego lektura tych 64 stron okazała się całkiem dobra, ale bez przebłysków geniuszu. Bardzo szybka, ale niestety do równie szybkiego zapomnienia. Pomysł był obiecujący, ale wybrany format trochę popsuł zabawę i pogrzebał potencjał, jaki leżał w tym temacie, i który można było śmiało rozciągnąć do postaci sześciozeszytowej mini serii. Kilku głównych bohaterów zyskałoby wtedy więcej czasu antenowego, na który zasługiwali, a do tego samo zakończenie można było lepiej dopracować. Ogólnie wyszło poprawnie, a znacznie lepiej bawiłem się przy wszystkich pozostałych pozycjach z imprintu nadzorowanego przez Joe Hilla.

Recenzowana historia została pocięta na kawałki rozmieszczone w następujących zeszytach: BASKETFUL OF HEADS #1-7, DOLLHOUSE FAMILY #1-6, DAPHNE BYRNE #1-6, LOW, LOW WOODS #1-6 oraz PLUNGE #1-5. Znajdziecie je w sklepie ATOM Comics.

Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz