wtorek, 7 sierpnia 2018

SUPERMAN: ODRODZONY

SUPERMAN: ODRODZONY jest pierwszym crossoverem między obiema seriami o Człowieku ze Stali od początku REBIRTH. W samym tomie znajdziemy jednak więcej zeszytów serii ACTION COMICS, niż SUPERMAN. Powody tego są dwa. Po pierwsze historia ta w większym stopniu kontynuuje wątki poruszane właśnie w AC, a po drugie dwa z  zawartych w tym albumie numerów tej serii stanowią wstęp do właściwej tytułowej opowieści.


Numery te skupiają się głównie na podającym się za Clarka Kenta sobowtórze Supermana, którego zachowanie staje się coraz bardziej niepokojące i dziwaczne. Zeszyty te świetnie trzymają w napięciu, a czytelnik nie może się doczekać, kiedy tajemnica otaczająca Kenta wreszcie zostanie wyjawiona. Jedyną rzeczą irytującą w tych dwóch pierwszych zeszytach jest to, że poruszają one także pewne wątki – jeden dotyczący zagrożenia życia bliskiej Supermanowi osoby, a drugi prób wydostania się na wolność jednego z czarnych charakterów, które wraz z początkiem właściwej historii urywają się znienacka i kontynuowane będą pewnie w następujących po crossoverze numerach. Rozumiem czemu tak jest, ale sprawia to dziwne wrażenie.

Sama tytułowa opowieść zaczyna się naprawdę spektakularnie, a napięcie, o którym wspominałem wcześniej i stawka o jaką idzie gra jeszcze rosną. Także scena, w której wyjawiona zostaje tożsamość głównego złego zrobiona jest moim zdaniem fenomenalnie. Najlepszą jednak częścią tomu jest napisana gościnnie przez Paula Diniego historia wyjawiająca jego motywacje – kompletnie zwariowane, ale pasujące do tej postaci. Niestety w drugiej połowie ODRODZONEGO coś się psuje. Sama opowieść staje się strasznie chaotyczna, a zakończenie okazuje się niesatysfakcjonujące i boleśnie sztampowe. Co boli tym bardziej, że wcześniej wydawało się, ze to najlepsza historia z Supermanem pod szyldem REBIRTH. Nie mam pojęcia czy tak to naprawdę wyglądało, ale odnoszę wrażenie jakby scenarzyści znienacka dostali polecenie z góry by przeprowadzić retcon podczas swej historii. Retcon, który jednocześnie niewiele zmienia i nie za bardzo ma jakikolwiek sens. Nie chcę za wiele zdradzać, ale skoro już sama okładka jest pod tym względem spoilerem to wyjawię, że ma to związek z Supermanem z New52, który pojawia się w tym albumie zbiorczym.

Jeśli chodzi o stronę graficzną to, jak już staje się tradycją przy ostatnich komiksach z Człowiekiem ze Stali, mamy do czynienia ze sporą ilością rysowników, których prace niezmiennie stoją na wysokim poziomie. Tym razem jednak każdy dostaje cały numer (lub jak w przypadku Iana Churchilla połowę podwójnej objętości zeszytu) by się popisać swymi umiejętnościami. Szczególnie dobrze, co pewnie nie jest zaskakujące, prezentują się Doug Mahnke i Patrick Gleason, a niektóre z ich rysunków to małe dzieła sztuki.

Jeśli chodzi o dodatki to ograniczają się one jedynie do galerii okładek. Cieszy jednak bardzo obecność ich alternatywnych wersji autorstwa Gary’ego Franka, który dla mnie pozostanie chyba na zawsze niedoścignionym rysownikiem jeśli chodzi o komiksy z Supciem.

Wielka szkoda, że z tej świetnie zapowiadającej się historii pod koniec uszło niestety powietrze. Co nie oznacza jednak, że jest to słaby tom. W końcu ponad 2/3 jego objętości czytałem z prawdziwą przyjemnością. Trudno jednak pozbyć mi się wrażania, że gdyby zakończenie było lepsze to mielibyśmy tutaj naprawę pamiętną historię, a zamiast tego otrzymaliśmy ledwie niezłą.

4/6

Tomasz Kabza

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Komiks do nabycia w sklepie ATOM Comics.

Oryginalne wydanie tego komiksu było już recenzowane na blogu przez Dawida. Jego opinię możecie przeczytać TUTAJ

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza