czwartek, 30 stycznia 2020

BATMAN WHO LAUGHS


Pojawił się po raz pierwszy na kartach prologu do DARK NIGHTS: METAL, szybko stając sie najciekawszym, najbardziej tajemniczym, niezwykle ważnym oraz oryginalnym elementem układanki nakreślonej przez Scotta Snydera. Było więcej niż pewne, że na tym evencie nie zakończą się występy Batmana, który się śmieje w komiksowym świecie DC, gdyż nie sposób nie wykorzystać tej przysłowiowej kury znoszącej złote jaja i gwarantującej dobrą sprzedaż. Ponieważ zaliczam się do tych osób, którym nowy twór duetu Snyder i Capullo wyjątkowo przypadł do gustu (nie żebym miał jakieś poważniejsze problemy z psychiką... chyba...), niezmiernie ucieszyła mnie informacja o kontynuowaniu perypetii hybrydy Batmana i Jokera na łamach nowej mini serii. Zapowiadał się mroczny, brutalny, szalony, ociekający horrorem i szokujący warstwą wizualną komiks. I właśnie taką historię dostałem, choć niepozbawioną wad.

Kiedy piszę te słowa Batman, który się śmieje (będę zamiennie używał skrótu BWL) jest już na tyle mocno zakorzeniony i eksploatowany w DCU, że powstało zrozumiałe, mniejsze lub większe przesycenie tą postacią. W sensie nawet otwierając lodówkę boisz się, że zastaniesz go w środku. Po zakończeniu METALU ekscytacja nowym złoczyńcą była jednak bardzo duża, sam wiązałem spore nadzieje z jego solowym tytułem. Zwłaszcza, że za sterami ponownie zasiadł Snyder, a do tego dobrał sobie sprawdzony zespół współpracowników. Origin BWL można było poznać w osobnym one-shocie, zawartym w polskiej edycji METALU, teraz natomiast wgryzamy się głębiej w jego psychikę. Jak widać złoczyńca przeżył niedawną konfrontację z Jokerem i teraz wprowadza w życie swój nowy plan. Plan, który polega na stworzeniu specjalnego serum i zarażeniu mieszkańców Gotham City energią pochodzącą z mrocznego multiwersum. BWL ma tym razem u swego boku Batmana/Punishera, który odgrywa rolę pomocnika i ma wyraźne uczulenie na poczciwego Gordona. Dodatkową trudnością i zagwozdką okazuje się pojawienie martwego ciała... Bruce'a Wayne'a?! Aby pokrzyżować plany przeciwnika, Batman z głównej Ziemi DCU zmuszony jest tym razem do podjęcia niezwykle radykalnych rozwiązań, a także gotowy jest przekroczyć fundamentalne bariery, które sam sobie wytyczył.


W wyniku nietypowej pomocy, Batman wykorzystuje zasadę "ogień zwalczaj ogniem" i wchodzi w skórę BWL. Zaczyna tak samo myśleć i widzieć otaczającą rzeczywistość, tworzy nawet podobny wizjer z kolcami, jaki nosi jego przeciwnik. Fizycznie i psychicznie zachodzi w nim ogromna zmiana, nad którą z różnym skutkiem próbuje sprawować kontrolę. Obserwujemy dzięki temu szalony horror, w którym naszprycowany Batman stopniowo traci rozum i ociera się o totalne szaleństwo, wmawiając sobie przy tym, że gra cały czas toczy się według jego reguł. Czy na pewno?

Scenarzysta napakował fabułę sporą ilością efektownych, bardzo widowiskowych i irracjonalnych wręcz rozwiązań. Są zaskakujące zwroty akcji i tak naprawdę do samego końca trudno przewidzieć, w jakim kierunku to wszystko się potoczy, jak zachowa się konkretny bohater/złoczyńca. I to jest oczywiście duży plus. Zwłaszcza sceny z udziałem Jokera, czy też wizualizacja przez Jocka kolejnych etapów przeobrażenia Bruce'a robią wrażenie na odbiorcy. Mocne wejście zalicza również Alfred, który zdecydowanie nie jest tutaj zwykłym lokajem, tylko ma coś ważnego do zrobienia, w tym nie dopuścić do całkowitego zatracenia się przez swojego pana. Zresztą, co tu dużo pisać, to trzeba po prostu zobaczyć na własne oczy.

Omawiany komiks w niektórych miejscach określany jest jako kontynuacja METALU, ale chyba tylko ze względu na obecność tytułowego złoczyńcy. Zresztą, wszelkie przerażające sceny z tamtego komiksu umywają się przy tym, co twórcy serwują nam w mini serii BATMAN: WHO LAUGHS. Są tutaj za to drobne nawiązania do runu Snydera w BATMANIE, a także bardziej wyraźne odnośniki do MROCZNEGO ODBICIA, które swego czasu ukazało się w Polsce pod szyldem DC Deluxe. Głównie chodzi oczywiście o postać Jamesa Gordona juniora, który ma i tym razem do odegrania pewną istotną rolę. Warto zatem znać jego wcześniejsze losy, aby lepiej zrozumieć udział juniora w tym projekcie.


Czas na wypunktowanie kilku mankamentów i minusów, które zauważyć można w tej historii. Czytając nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż opowieść ta jest aż nadto przeciągnięta, można było spokojnie zamknąć całość w czterech czy pięciu odsłonach i pokazać wszystko, co było zaplanowane. Niektóre dialogi, czy monologi są najzwyczajniej nudną paplaniną i nic nie wnoszą, a wręcz przeciwnie - przynudzają. Snyder ma zresztą taką tendencję do gadatliwości i wypluwania z siebie mnóstwa, dla mnie niekoniecznie przydatnych i ciekawych słów w formie narracji, czego zresztą nie omieszkał zastosować również i przy tej okazji. Nastawiałem się na momentami skomplikowaną, ciężką i zmuszającą do myślenia fabułę, ale i tak pewne rzeczy są dla mnie trudne do przetrawienia i wytłumaczenia. Kto, skąd oraz dlaczego się pojawia i postępuje w taki, a nie inny sposób? Co takiego właśnie się wydarzyło, skąd Bruce o tym wie i najważniejsze, jaki w tym wszystkim jest udział Jokera? Może jestem w mniejszości, ale w dwóch czy trzech kwestiach nie otrzymałem od scenarzysty odpowiedzi. Szkoda też, że mini seria nie jest zakończoną w stu procentach opowieścią, tylko po części wstępem do innej serii ongoing. A, jeszcze jedno, chociaż to pewnie drobiazg. Chodzi mi o odcięte podczas walki z klaunem palce u ręki BWL pod koniec METAL, które w magiczny i niewyjaśniony sposób (chyba, że coś mi umknęło, to proszę o pomoc) są już na swoim miejscu na początku tego komiksu.

Jednym z najmocniejszych atutów omawianego komiksu, są zdecydowanie ilustracje autorstwa Jocka. Brytyjczyk niejednokrotnie w przeszłości udowodnił, że świetnie odnajduje się w opowieściach z gatunku horroru, do których wizualizacji jest wręcz stworzony. Nie inaczej jest w tym wypadku. Kto przynajmniej raz miał z nimi styczność ten wie, że jego oryginalne pod wieloma względami rysunki, znacząco odbiegają od wszelkich przyjętych superbohaterskich standardów. Kreska jest surowa, dynamiczna, celowo niezbyt dokładna, a przy tym perfekcyjnie oddająca tą mroczną, duszną, przerażającą, szaloną i dramatyczną atmosferę panującą w komiksie. Największą wagę Jock przykłada do odpowiedniego ukazania sylwetek i emocji poszczególnych postaci, akcentując wyraźne różnice pomiędzy trzema Batmanami, jacy występują w tej opowieści. Zwłaszcza Joker oraz Batman, który się śmieje, w jego wykonaniu są wyjątkowo szalonymi psychopatami. Ten ostatni swoim demonicznym wyglądem potrafi wywołać ciary na plecach, ale i popadający coraz bardziej w odmęty szaleństwa nasz główny bohater, jest wystarczająco creepy.

Swój niezaprzeczalny wkład w rewelacyjną szatę graficzną ma również dwójka innych fachowców, którzy nie są tutaj z przypadku, gdyż należeli do zespołu tworzącego wspominane już wcześniej MROCZNE ODBICIE. Są to David Baron oraz Sal Cipriano. Ten pierwszy zadbał o bardzo klimatyczną, podkreślającą idealnie pesymizm oraz grozę sytuacji kolorystykę, gdzie wiodącą rolę odgrywają czerń oraz czerwień. Ten drugi z kolei zadbał o urozmaicone liternictwo, adekwatne do słów wypowiadanych przez poszczególne postacie. Widać to zwłaszcza jeśli chodzi o kolejne etapy przemiany języka, jakim posługuje się "nasz" Bruce, z łagodnego aż do szorstkiego i bardziej   agressssywnego.


Mini seria początkowo miała liczyć sześć odsłon, ale w trakcie rozszerzono całość o jeden zeszyt. A właściwie o dwa, bo pomiędzy odsłonami 3 i 4 wkomponowano one-shot poświęcony Grim Knightowi. Snyderowi w pisaniu pomaga tutaj niezawodny James Tynion IV, który wspólnie z nim ukazuje origin tej kolejnej, nietypowej wersji Batmana z alternatywnego świata. Począwszy od zamordowania przez niego Joe Chilla, poprzez ustanowienie siebie jedynym, brutalnym stróżem prawa w mieście, aż po konfrontację ze swoim największym przeciwnikiem - Jamesem Gordonem. Jest to całkiem przyjemny w odbiorze spin-off do głównych wydarzeń, który rzuca lepsze światło na zachowanie i motywacje krzyżówki Mrocznego Rycerza z Frankiem Castle. Za rysunki odpowiada Eduardo Risso, modyfikujący odpowiednio swój styl na potrzeby sekwencji rozgrywających się w przeszłości. Jakże to odmienny styl od Jocka, ale przy tym równie imponujący i zachwycający.

BATMAN WHO LAUGHS nie sposób zakwalifikować do grona komiksów łatwych, lekkich, o prostej fabule i skierowanych do każdego miłośnika przygód Człowieka Nietoperza. A już na pewno nie dla przypadkowego czytelnika, który od święta sięga po tego typu formę rozrywki. Pozycja ta wymaga na wstępie pewnej konkretnej wiedzy odnośnie wcześniejszych wydarzeń, a do tego nie stanowi samodzielnego, zamkniętego tworu. Finał jest bowiem jednocześnie wstępem do kolejnej, zakrojonej już na większą skalę fazy, którą śledzić można głównie na łamach serii BATMAN/SUPERMAN. Polecam ten komiks wszystkim tym, którym spodobał się METAL, nie mają jakiegoś uczulenia na wcześniejsze wyczyny Snydera w świecie Batmana, lubią ten typ prowadzenia fabuły, efektowne i szalone zwroty akcji, no i przede wszystkim pragną lepiej zrozumieć sposób myślenia, postrzegania świata przez Batmana, który się śmieje. Nie jest to może komiks idealny, momentami zbyt przeciągnięty, nielogiczny i ciężki do przyswojenia, ale wszystkie te niedostatki rekompensuje według mnie genialna oprawa plastyczna.

Opisywane wydanie zawiera materiał z komiksów THE BATMAN WHO LAUGHS #1 - 7 oraz THE BATMAN WHO LAUGHS: THE GRIM KNIGHT #1.

Powyższe wydanie zbiorcze możecie zakupić między innymi w ATOM Comics.

Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz