Recenzja pierwotnie ukazała się na łamach Alei Komiksu.
Trzeci tom przygód Jonah Hexa od Egmontu, w przeciwieństwie
do obu poprzednich, nie zawierał zapowiedzi kolejnej odsłony cyklu. Można było
zatem zacząć zastanawiać się, czy podobnie jak w przypadku ”All-Star Western” z
linii Nowe DC Comics, także i w tym przypadku niezbyt sympatyczny łowca nagród
nie zdobył wystarczająco dużej popularności, by jego seria trwała nadal. Gdyby
tak się stało, zatęskniłbym za tym tytułem, który chociaż nie umywa się do
właściwie żadnego znanego u nas frankofońskiego komiksowego westernu, to jednak
czerpałem ze wszystkich poprzednich tomów sporo satysfakcji, kompletnie nie
żałując sięgnięcia po nie. Na szczęście jednak Egmont kontynuuje publikację serii JONAH HEXA, oddając w nasze ręce czwartą odsłonę cyklu, noszącą tytuł ”Tylko
zacni umierają młodo”. Jego twórcy ponownie postawili na formułę znaną już
czytelnikom z większości poprzednich przygód tytułowego bohatera.
Oznacza to, że w środku komiksu czeka na nas sześć niemal zupełnie niepowiązanych ze sobą historii. Co prawda w niektórych z nich powracają znane już wcześniej postacie, jak na przykład El Diablo czy Bat Lash, lecz nie ma tu nawiązań do poprzednich tomów serii i ich znajomość nie jest zatem do niczego potrzebna. Scenarzystami ponownie są Justin Gray oraz Jimmy Palmiotti i prawdę powiedziawszy obawiałem się kolejnej schematycznej powtórki z rozrywki, na co delikatnie kręciłem nosem już przy okazji tomu drugiego. Twórcy jednak zaskoczyli, ponieważ postarali się nieco bawić się dotąd przyjętą konwencją i tym samym sprawić, by czytelnik nie odnosił tak mocnego wrażenia, iż kolejny raz czyta to samo. Szkoda tylko, że tak nie jest już od pierwszych stron tomu.
Pierwsza połowa ”Tylko zacni umierają młodo” to niestety
trzy historie, które pod kątem budowy i skomplikowania scenariusza nie różnią
się zbyt wiele od tego, co mieliśmy okazję przeczytać na łamach pierwszych
dwóch tomów (trzeci, jak pamiętacie, zawierał dłuższe fabuły, więc też
nieprzypadkowo go pomijam). Ot, Jonah Hex dostaje kolejne zlecenia lub też ktoś
depta mu po odciskach i z czasem zaczyna srogo tego żałować. Fajne jest to, że
Palmiotti i Gray za każdym razem dają radę na raptem dwudziestu dwóch stronach
zmieścić na tyle dużo fabuły, by przeciwnicy oraz sojusznicy Hexa nie byli
totalnie jednowymiarowi. Poznajemy ich motywacje i charaktery, lecz cóż z tego,
skoro nawet przez moment nie mamy wątpliwości jaki czeka ich koniec? Tej serii
zdecydowanie przydałby się chociaż jeden rozdział, w którym głównemu złemu
udaje się uciec naszemu tytułowemu bohaterowi. W chwili obecnej tego typu
opowieści śledzimy nie zastanawiając się nad tym czy Jonah osiągnie swój cel,
ale w jaki sposób to zrobi? Czasem zawiązanie akcji kuleje, czasem jej
rozwiązanie, lecz generalnie nie miałem wrażenia, by Palmiotti i Gray robili z
czytelników durniów, a to uczucie nierzadko towarzyszy mi przy lekturze
komiksów z DC czy Marvela. I gdyby cały tom prezentował się w taki właśnie
sposób, czułbym spory niedosyt.
Na szczęście druga połowa recenzowanego komiksu to
rozpoczęcie zabaw i eksperymentów przez twórców. Wszystko rozpoczyna się od
zeszytu, w którym Hex przyjmuje zlecenie od naukowca i koniec końców trafia do
siedziby Thomasa Edisona oraz staje się mimowolnym uczestnikiem jego konfliktu
z Nikola Teslą. Scenariusz rewelacyjnie przedstawił zderzenie postępu
reprezentowanego przez kolejnych naukowców z jego brakiem, jaki w pewnym sensie
symbolizuje Hex. Zeszyt nie obfitował w tak duża ilość akcji, lecz doskonale
zrekompensowały to pomysłowe dialogi oraz zabawna puenta. Następnie otrzymujemy
rozdział, na łamach którego poznajemy Hexa z perspektywy osoby, której uratował
on życie. Pojawia się tu kilka spostrzeżeń, których dotąd mogliśmy nie dostrzec
lub widzieliśmy owe rzeczy pod nieco innym światłem. Całość rzecz jasna jest
dość przewidywalna, lecz dzięki odwróceniu punktu widzenia, opowieść ta jest
warta zapamiętania. Na deser zaś pojawia się bodaj najbardziej nadnaturalna jak
dotąd historia, gdzie Hex zostaje opętany przez El Diablo i stawia czoła
wiedźmie z prerii. Jest to bardzo mroczna, zaskakująca historia z kolejnym,
niebanalnym zakończeniem. Bardzo mocno odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły
nas poprzednie przygody Jonaha Hexa i stanowi udane moim zdaniem uzupełnienie
tomu. Żałować można tylko, że te trzy historie pojawiają się w drugiej części
komiksu, a nie są wymieszane z tymi znacznie słabszymi. Zaproponowana i wynikająca
oczywiście z kolejności oryginalnych publikacji forma sprawia bowiem, że
czytelnicy muszą najpierw przebrnąć przez słabszy fragment tomu i nie każde z
Was będzie miało przez to chęć dokończyć lekturę.
Rysunkowo bez zaskoczeń. Za warstwę graficzną odpowiadają te
same nazwiska co wcześniej, a więc Phil Noto, Jordi Bernet oraz David Michael
Beck. Są to twórcy dysponujący dość mocno różnymi stylami i taka mieszanka nie
zawsze wychodzi na dobre całości. Tutaj niestety te różnice mocno rzucają się w
oczy, gdy zestawimy obok siebie chociażby dysponującego dość klasycznym stylem
Berneta z operującym bardziej ”nowoczesną” kreską Beckiem. Mnie osobiście
najmocniej przypadły do gustu prace weterana amerykańskiego rynku. Noto na
łamach ”Tylko zacni umierają młodo” miał z kolei mnóstwo trudnych do
wyjaśnienia wahań formy, zaś wspomniany już Beck momentami jakby zdecydowanie
zbyt mocno chciał się pokazać, przez co rysowany przez niego rozdział zawiera
parę przesadzonych kadrów. Swoje trzy grosze dorzucił tu także kolorysta Rob
Schwager, w paru miejscach ewidentnie źle dobierają kolory.
Taka sobie pierwsza oraz zdecydowanie lepsza druga połowa
tomu – tak w największym skrócie należy podsumować czwarty tom przygód JONAHA HEXA od wydawnictwa Egmont. Nie jest to komiks zły i ja osobiście absolutnie
nie żałuję dania mu szansy, a także już wypatruję kolejnej odsłony serii. Lecz
jednocześnie jestem totalnie przekonany, że z łatwością znajdziecie lepsze
pozycje w zbliżonej cenie. Wybór należy do Was.
JONAH HEX #4: TYLKO ZACNI UMIERAJĄ MŁODO do kupienia w ATOM Comics
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz