Przydał nam się ten tydzień odpoczynku od większości seriali DC, prawda? Można było spokojnie nadrobić zaległości lub też zająć się innymi rzeczami. Lecz w mijającym tygodniu swoją premierę zaliczyły kolejne odsłony dwóch produkcji i dziś weźmiemy je na tapetę, przy okazji tworząc najkrótszą jak dotąd odsłonę "Serialowni". Więcej w rozwinięciu posta.
GOTHAM 2x10: The Son of Gotham
Radek: Bardzo pozytywnie oceniam fabułę tego odcinka, kilka razy byłem mocno
zaskoczony (zagranie Bruce'a Wayne'a, motyw ze skorumpowanymi
policjantami w sądzie). I jednak moja nadzieja nie była próżna-
faktycznie, Nygma jest mniej denerwujący. Może dlatego, że jest go tak
mało? Podoba mi się, że w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu
scenarzyści potrafią się skupić na mniejszej ilości wątków (2-3?),
dzięki czemu ich jakość wzrasta. Jak widać, wyciągnęli wnioski z
przeszłości, przyjęli do siebie krytyczne uwagi. Jedyne co mogę zarzucić
to to, co zawsze - Bruce Wayne i aktor go grający. Ale dziś szczególnie,
bo było go strasznie dużo. Czekam na więcej Pingwina i będzie naprawdę
super. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem w kontekście tego
serialu.
Tomek: Wow. Po prostu wow. Zdecydowanie najlepszy odcinek sezonu, a może i
całego serialu. Z każdą postacią działo się coś ciekawego. A
zaniedbywany zazwyczaj wątek Bruce'a Wayne'a tym razem okazał się
najlepszym ze wszystkich. W końcu widać w nim kogoś, kto w przyszłości
będzie Batmanem. Ale też i pozostali nie zostają daleko w tyle, nawet
jeśli mają do zagrania tylko jedną scenę. Jasne, jeśli przyjrzeć się
odcinkowi bliżej znalazłoby się coś do narzekania, ale byłoby to jedynie
czepialstwo. Mam tylko nadzieję, że ta zwyżka formy to nie jedynie
przypadek, ale zwiastun przyszłości serialu.
Michał: Ale się działo! Ostatni
odcinek pokazał, że GOTHAM jednak ma zadatki na naprawdę świetny serial.
Tym razem podobało mi się chyba wszystko. Nawet Nygma był mniej
wkurzający niż zwykle. Pierwszy raz twórcy pokazali, że młody Bruce
będzie kiedyś Batmanem. Wyjątkowo przyjemnie oglądało mi się związany z
nim wątek, mimo tego, że aktor był równie sztywny co zawsze. Tylko
Pingwina było stanowczo za mało, ale wydaje mi się, że to celowy manewr
przed jesiennym finałem, gdzie musi dojść do jego starcia z Galavanem.
No i Alfred to prawdziwy badass przypominający tego z EARTH ONE. Świetny
odcinek. Byle tak dalej.
SUPERGIRL 1x04: How Does She Do That?
Radek: Obejrzałem odcinki 4 i 5 w prawidłowej kolejności, więc pozwolę sobie
ocenić je razem. Zresztą niewiele to zmienia, bo niestety, ale zdradzam
obóz obrońców Supergirl. Formuła się zwyczajnie wyczerpała, 3-ci odcinek
to nie była chwilowa zadyszka. Ciągle te same 3-4 żarty opowiadane
naprzemiennie (Kara wysłuchująca tego, co mówią o Supergirl,
nieogarnianie własnego życia zawodowego i prywatnego- np. motyw
zaniedbania syna Cat Grant i inne schematy, które mógłbym wymienić). Do
tego melodramaty, których już nie mogę znieść. "Serial dla nastolatków"
by mi nie przeszkadzał, ale w sensie lekkiego, nawet durnego humoru i
kampowości a nie całych odcinków o nierównym traktowaniu dwóch córek,
które mają przez to kompleksy w dorosłym życiu. Do tego uroczy,
przystojny kawaler, który nie może się wydostać z friendzone i miłość
głównej bohaterki, która jest nieosiągalna ze względu na powrót do ex i
do tego akcentowanie tego tandetnymi zagraniami kamerą (rzut kamery na
twarze Kary i Winna). Naprawdę - oglądam superbohaterski serial czy
komedię romantyczną? Dobra, przeżyłem 3-ci sezon Arrow (tragiczny
oczywiście) przeżyłbym i to. Ale gdzie po drugim odcinku zjadło główny
wątek?! To ledwie wspomnienie o Hanku Henshawie z raz na odcinek i "plot
twist" (który nie był plot twistem, bo czerwone oczy) ma być
substytutem głównego wątku? Gdzie to tempo rozwoju akcji? Będę oglądał,
bo oglądam wszystkie seriale superbohaterskie, ale nie będę płakał jak
anulują. Przykro mi, poziom Constantine'a to to nie jest.
Krzysiek T.: Ja również mogę wypowiedzieć się o obu odcinkach już we właściwej kolejności. W przeciwieństwie do Radka, dla mnie nie jest żadną niespodzianką to, że serial SUPERGIRL powoli zrzuca z siebie maskę i ukazuje, czym jest naprawdę: produkcją skierowaną dla raczej młodszych niż starszych dziewcząt. Naturalnie mnie także nie może się to podobać, ponieważ trudno oczekiwać, bym był odpowiednim targetem ;) Niestety jest tu coraz więcej rzeczy, które mi się nie podobają. Po przyzwoitych efektach specjalnych w pierwszych dwóch odcinkach, coś się zacięło. Pokazywanie unoszącej się w powietrzu Kary nawet nie udaje niczego innego, niż podnoszenie aktorki na linkach. Sceny walk wyglądają tragicznie. Melissa Benoist zdecydowanie sobie z nimi nie radzi, a jej przeciwnicy dostosowują się do odpowiedniego poziomu. No i zgodzę się z Radkiem - brakuje mi głównej linii fabularnej.
Są jednak dwie zalety obu odcinków. Po pierwsze, większa rola Cat Grant pokazuje, że postać ta jest zdecydowanie kimś ciekawszym, niż dotąd dało się to odczuć. Wciąż jednak trudno nie odnieść wrażenia, że Calista Flockhart odtwarza postać Ally McBeal dwadzieścia lat później, lecz dla mnie nie jest to żaden minus. No i wreszcie mieliśmy okazję zobaczyć na ekranie w nieco większej roli przybranych rodziców Kary, a więc odtwórców Supermana i Supergirl we wcześniejszych produkcjach. Mały smaczek, a sprawił, że szeroko się uśmiechnąłem podczas oglądania.
Nowy trailer LEGENDS OF TOMORROW
Radek: Ech, to jest typ trailera, który ma coś, co nazwałbym "syndromem Age of
Ultron". Zdradzanie szczegółów fabuły w zbyt dużej ilości. :) Mam
wrażenie, jakbyśmy dostali recap pierwszego odcinka. Pomijając to,
bardzo czekam na serial. Wygląda to na możliwość zobaczenia ciekawej
drużyny w różnych ciekawych miejscach i czasach. Wygląda epicko. Dziwi
mnie tylko jakaś niemrawa (jak na niego) gra Wentwortha Millera. Nie
wydawał mi się tak porywający jak np. w ostatnim jego występie w THE
FLASH. Ale może to tylko moje jakieś dziwne, niesłuszne obserwacje.
Tomek: No cóż, chyba się powtórzę, ale: Wow. Poprzednie zapowiedzi tego serialu
mnie nie porwały, ale tym razem przez cały czas trwania zwiastuna
miałem na twarzy banana. Jeśli sam serial będzie choć w połowie tak
dobry, to zapowiada się kupa świetnej zabawy. A w dodatku ze sporą
ilością podróży w czasie i związanymi z tym problemami, a to mój
ulubiony motyw SF, więc ekscytuję się jeszcze bardziej. Kto wie, może w
końcu ktoś zagrozi iZOMBIE w walce o
pozycję najlepszego serialu spod szyldu DC.
Michał: Po obejrzeniu zwiastuna po
prostu mnie zamurowało. Dawno żaden trailer tak mnie nie porwał. Widać,
że chyba dostanę wszystko to, czego się po tym serialu spodziewałem:
humor, akcję, dobre efekty specjalne i wyrazistego przeciwnika. Coś
czuję, że będzie to mój ulubiony serial superhero. Już się nie mogę
doczekać stycznia.
Maurycy: Przyznam szczerze, że czuję już lekkie zmęczenie Arrowverse i może
dlatego nie czekam jakoś szczególnie na LoT. Pierwszy zwiastun
kompletnie mnie nie zachęcił, ale ten na szczęście wygląda lepiej. Jeśli
twórcy zrezygnują tu z nieznośnej teen dramy, a skupią się na samej
przygodzie i akcji to kto wie, może serial okaże się czymś więcej niż
tylko ciekawostką dla fanów DC. Bo kopalnią easter eggów, smaczków i
nawiązań na pewno będzie. Świadczy o tym, chociażby jedno, niezbyt ważne
dla fabuły, ale niezwykle istotne dla telewizyjnego uniwersum zdanie. I
zapewne wszyscy wiedzą o które zdanie chodzi.
Krzysiek T.: Nowy trailer LEGENDS OF TOMORROW cierpi na dokładnie tę samą przypadłość, co wcześniejsze zapowiedzi premierowych odsłon ARROW i THE FLASH. Mianowicie wygląda dobrze, potrafi zainteresować, ale nie tylko jest zdecydowanie za długi, to jeszcze ujawnia zbyt wiele. Jestem niemal pewien, że to co widać w powyższej zapowiedzi, to nic innego jak najważniejsze fragmenty pierwszego epizodu, ponieważ dokładnie tak samo wyglądały trailery dwóch pozostałych seriali z Arrowverse. Abstrahując od tego, nie zostałem właściwie niczym zaskoczony. Od momentu zapowiedzi tej produkcji czekam na nią niecierpliwie i w tej kwestii akurat nic się nie zmieniło :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz