czwartek, 19 stycznia 2017

SUPERMAN VOL. 1: SON OF SUPERMAN


Rebirth nie stanowił wprawdzie oficjalnego relaunchu, czy restartu całego DC, ale z pewnością tchnął nowe życie, nową jakość i odrodził (jak sama nazwa wskazuje) w znaczący sposób co najmniej kilka komiksowych serii i poszczególnych bohaterów. Któż bardziej potrzebował tych zmian na lepsze, jeśli nie jedna z flagowych postaci DC - Człowiek ze Stali? Przez kilka ładnych lat komiksowy Superman, w przeciwieństwie do swojego kolegi po fachu z Gotham City zdecydowanie nie miał szczęścia (oczywiście z małymi wyjątkami) do dobrych historii, ale jak pokazały ostatnie miesiące sytuacja ta uległa zmianie na lepsze. Doświadczony scenarzysta Peter Tomasi wspólnie z mniej doświadczonym w tej kwestii Patrickiem Gleasonem, otrzymali za zadanie sięgnąć do korzeni Supermana, nawiązać do jego klasycznego wizerunku i stworzyć idealną, dopasowaną do wymagań dzisiejszego czytelnika wersję Kal-Ela. Trzymając w ręku pierwsze wydanie zbiorcze w ramach serii SUPERMAN można śmiało stwierdzić, że obaj panowie wywiązali się z tego zadania w stu procentach.

Po męczarniach ostatnich lat, czyli dla fatalnego dla Supermana okresu znanego jako New 52, i trudnych do przyswojenia nawet najbardziej wytrwałemu czytelnikowi wyczynach George'a Pereza, Scotta Lobdella, czy też Gene Luena Yanga, wreszcie można z uśmiechem zadowolenia i przede wszystkim z dużą przyjemnością śledzić wszystko to, co rozgrywa się na łamach ukazującej się dwa razy w miesiącu serii SUPERMAN. Tomasi oraz Gleason posprzątali w dużej mierze bałagan nagromadzony przez swoich poprzedników i poszli w zupełnie nowym kierunku. Zbudowali kompletnie odmienny klimat od tej mrocznej i ponurej wizji obrońcy z Metropolis, jaka pojawiała się w ramach New 52, czy też w filmowym DCU.

Superman z New 52 został uśmiercony przez Petera Tomasiego na krótko przed startem inicjatywy Rebirth, a wolne miejsce po dotychczasowym bohaterze zajął nowy "stary" Superman sprzed Flashpoint, który wspólnie z żoną Lois oraz synem Jonathanem od dłuższego czasu żył pod przybranym nazwiskiem i w ukryciu. A przynajmniej tak się na początku wydaje, gdyż jak pokazują już kolejne odsłony serii nie wszystko jest takie, jak z pozoru wygląda i podział na "Supermana z New 52" i "Supermana sprzed Flashpoint" nie jest do końca właściwy. Na tym jednak etapie, czyli recenzując pierwszy tom, będę trzymał się takiego właśnie rozróżnienia.

Losy rodziny Smith z Hamilton County przedstawia szczegółowo ciekawa mini seria LOIS AND CLARK napisana przez Dana Jurgensa, która wraz z historią zawartą w zbiorze THE FINAL DAYS OF SUPERMAN stanowi dobre, ale niekonieczne preludium do tego, co zastajemy na początku omawianego tomu. Komiksy te są zwłaszcza przydatne dla nowych czytelników, którzy chcieliby szczegółowo poznać końcówkę drogi, jaką przeszli obaj Supermanowie do momentu startu Rebirth. One-shot rozpoczynający zbiór nawiązuje do ostatnich wydarzeń z New 52, czyli śmierci dotychczasowego Supermana. Twórcy w ciekawy sposób wykorzystali postać Lany Lang, która w pewnym stopniu pomaga podjąć "Smithowi" ważną decyzję odnośnie swojej przyszłości.

Gleason oraz Tomasi już podczas wspólnego tworzenia serii BATMAN AND ROBIN pokazali, że bardzo dobrze czują się w historiach superbohaterskich, gdzie jednym z głównych wątków jest relacja ojca z synem. Podobnie jest i w tym wypadku, gdzie Superman przede wszystkim ukazany zostaje jako troskliwy mąż i ojciec, który za wszelką cenę stara się chronić swoich bliskich, a przy tym nauczyć i wychować młodego Jonathana, zarówno na wzorowego obywatela, jak i odpowiedzialnego superbohatera. Okiełznanie i utemperowanie odkrywającego stopniowo nowe moce potomka nie należy do łatwych zadań i często sprawia większe kłopoty, niż walka z superzłoczyńcą. Jon zmierzający powoli do jak najbardziej logicznej i naturalnej w jego przypadku roli, podobnie jak jego ojciec może czuć się jednym z dwóch głównych bohaterów tego komiksu. Kal-El sprzed Flashpoint jest bardziej dojrzały, bogaty w doświadczenie, mądrzejszy i pewniejszy siebie, niż jego zmarły i często irytujący swoim zachowaniem, młodszy poprzednik. Te cechy sprawiają, że "Super-tata" wychodzący z cienia i próbujący zaklimatyzować się wraz z rodziną w nowej dla siebie rzeczywistości, z miejsca zyskuje sympatię ze strony czytelnika. Ten Superman walczy o prawdę, sprawiedliwość oraz... rodzinę!

Ten komiks jest świetną mieszanką spokojniejszych, bardziej rodzinnych klimatów oraz dynamicznej, pełnej epickich momentów akcji. Występujący w roli głównego złego Eradicator dostaje całkiem nowy i całkiem znośny origin, a napakowane nieoczekiwanymi zwrotami sytuacji starcie na księżycu dostarcza wiele powodów do zadowolenia. Tyle samo, co dorosły świat pokazany oczami podekscytowanego, pełnego uwielbienia dla wyczynów swojego ojca Jonathana. Bardziej szczegółowo na temat fabuły nie ma co się rozpisywać - to po prostu trzeba samemu przeczytać.

Bardzo mocnym atutem omawianego komiksu są bez wątpienia ilustracje, za które odpowiadają takie znane nazwiska, jak Patrick Gleason, Doug Mahnke, czy Phil Jimenez. To niebywałe szczęście, że akurat takie topowe nazwiska zostały zaangażowane do pracy nad tą serią. Każdy z wymienionych prezentuje na łamach SON OF SUPERMAN wysoki poziom, idealnie ukazując zarówno emocje na twarzach poszczególnych bohaterów, sylwetki postaci, czy sceny walki. Jest kilka dwustronicowych rozkładówek, które najzwyczajniej wymiatają. Po prostu wizualna uczta dla moich oczu, a zwłaszcza dla fanów Gleasona.

W ramach dodatków pojawia się pod koniec osiem stron z alternatywnymi okładkami, a także tyle samo stron szkicownika Patricka Gleasona w połączeniu ze scenariuszem do pierwszego zeszytu serii.

Patrząc tylko pod kątem Człowieka ze Stali, Rebirth okazało się ze wszech miar ogromnym sukcesem. Seria SUPERMAN, która od kilku lat była niestety jedną z najsłabszych wydawanych przez DC nagle odżyła i zasłużenie dzierży miano jednego z najlepszych, a moim zdaniem najlepszego tytułu ukazującego się aktualnie pod szyldem DC Comics. SON OF SUPERMAN czyta się i ogląda z dużą przyjemnością, a sam komiks jest dobrze wyważonym połączeniem akcji, humoru oraz rodzinnych problemów - zarówno tych ludzkich, jak i "kosmicznych", z jakimi zmagają się Clark, Lois oraz Jon, przy którego lekturze nie sposób się po prostu nudzić. Jest to zmiana o 180 stopni w stosunku do tego, gdy pierwsze skrzypce w serii grał Superman z New 52, za którym nie sposób tęsknić. Nie boję się tego powiedzieć - jesteśmy świadkami jednego z najlepszych runów w całej bogatej historii Supermana. Czy trzeba kogoś jeszcze dodatkowo zachęcać do sięgnięcia po to wydanie zbiorcze?

Ocena: 5,5/6

Opisywane wydanie zawiera materiał z komiksów SUPERMAN REBIRTH #1 oraz SUPERMAN #1 - 6.

Jeśli jeszcze nie macie swojego egzemplarza, to możecie go nabyć między innymi w sklepie ATOM Comics.

Dawid Scheibe


5 komentarzy:

  1. Małe pytanko: Skąd to nazwisko White, skoro nie pojawia się ono w komiksie. U mnie jest Smith...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też jest oczywiście Smith. Dzięki za zwrócenie uwagi. Już poprawione.

      Usuń
  2. White było w mini Jurgensa - Superman: Lois and Clark.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie do końca zgodzę się z tą recenzją. Owszem, "Superman" to bardzo dobra seria, i 1. tom był bardzo dobry. Ale najlepszy w całej linii wydawniczej to spora przesada - nawet w super-świecie przegrywa, moim zdaniem, z "Action Comics". Fakt, relacje Clarka z rodziną to kapitalna rzecz, a scenarzystom naprawdę świetnie udało się przedstawić Jonathana, ale przecież to nie wszystko, co mieliśmy w tym tomie, o czym sam autor zdaje się zapominać lub rozmyślnie nie wspominać. Mowa tu oczywiście o Eradicatorze, który koncepcyjnie jest stanowczo nieudany (maszyna, która podczas wybuchu Kryptonu wchłonęła dusze jego mieszkańców? nieeeee, nawet w komiksach to nie przejdzie) i z którym cała konfrontacja jest... po prostu jest. No i mnie osobiście rysunki średnio pasują.

    OdpowiedzUsuń