sobota, 28 stycznia 2017

WKKDC #12 - SUPERMAN: OSTATNI SYN KRYPTONA


Długo trzeba było czekać, ale ku uciesze wielu osób, Człowiek ze Stali wreszcie zawitał na łamy polskiej edycji Wielkiej Kolekcji Komiksów DC. W przeciwieństwie do swojego kolegi po fachu, którego terenem działania jest mroczne Gotham City, Superman nie doczekał się aż tak wielu wybitnych i wartych pokazania historii, stąd od dłuższego już czasu to właśnie Mroczny Rycerz cieszy się większym zainteresowaniem fanów. Historia zaprezentowana w ramach 12 tomu kolekcji ma za zadanie przekonać niezdecydowanych, że komiksy z udziałem Supermana potrafią być ciekawą, ambitną lekturą idealnie balansującą spektakularną akcję ze zwykłymi, ludzkimi problemami, z jakimi na co dzień zmaga się przybysz z Kryptona. Sprawdźmy zatem, czy OSTATNI SYN KRYPTONA, który zalicza się do grona tych nieco grubszych albumów wydanych przez Eaglemoss, rzeczywiście warto posiadać w swojej kolekcji.

W Metropolis ląduje kapsuła obcego pochodzenia, wewnątrz której znajduje się dziecko. Chłopak posługuje się językiem Kryptonijskim, a w dodatku zaczyna przejawiać podobne niesamowite zdolności, co Kal-El. Zarówno Superman jak i wojsko pragną, każdy na swój sposób, zaopiekować się tajemniczym przybyszem i poznać prawdę na temat jego pochodzenia. Nie mają pojęcia, że pojawienie się chłopaka jest elementem większego planu, w który zaangażowany jest jeden z najbardziej znanych łotrów z galerii Supermana.

Całkiem niedawno miałem przyjemność zrecenzować pierwszy tom przygód Supermana w ramach Rebirth. Podczas, gdy za oceanem sukcesy święci seria, gdzie głównymi bohaterami są Clark, Lois oraz ich syn Jon, u nas ukazuje się komiks, w ramach którego w życiu reporterów Daily Planet również pojawia się dziecko. Kal-El dostaje tym samym szansę zaopiekowania się małym chłopcem i wspólnie z Lois poczuć się jak rodzic. Ze względu na swoje pochodzenie Clark nigdy nie będzie mógł mieć z Lois potomka, dlatego pojawienie się w jego życiu Chrisa staje się okazją do odkrycia nieznanych, ale jakże upragnionych uczuć. Niezwykłych momentów związanych z tacierzyństwem, których nieco osamotniony w obcym świecie Kal-El zawsze po cichu innym zazdrościł.

Akcja komiksu rozgrywa się krótko po zakończeniu wspaniałej serii 52. Superman przez rok czasu nie posiadał swoich mocy i prowadził życie zwykłego człowieka, przez co miał okazję lepiej zintegrować się z otaczającymi go ludźmi i zasmakować odpoczynku od ciężkiego życia superbohatera. Wakacje jednak kiedyś musiały dobiec końca, a powracający do roli obrońcy Metropolis Człowiek ze Stali musi stawić czoła nie tylko kosmicznej inwazji, ale również kilku innym, gościnnie pojawiających się w tym komiksie złoczyńcom z Lexem Luthorem na czele, a także zmuszony jest zawiązać nietypowy sojusz. Wspomniany Lex Luthor teoretycznie operował na drugim planie, ale w rzeczywistości stanowił jaśniejszy i ciekawszy element opowieści, niż Zod i jego armia. Zakończenie może nie do końca jest z gatunku "wszyscy żyli długo i szczęśliwie", ale Chris swoim heroicznym czynem w stylu Supermana pokazuje, że pomimo swojego pochodzenia najbliżej mu pod względem charakteru właśnie do Kal-Ela.

W scenariuszu Geoffowi Johnsowi pomaga Richard Donner (ten od filmowej wersji Supermana), co nie przypadkowo odbija się na kształcie głównej historii. Fani dwóch pierwszych filmów jego autorstwa odnajdą w tym komiksie kilka ciekawych nawiązań, w tym ukłon w stronę aktora Christophera Reeve'a, którego imię nosi jeden z bohaterów tej opowieści. Wyraźnie widać i czuć podczas lektury, że OSTATNI SYN KRYPTONA to w dużej mierze poprawiona, lepsza wersja tego, co Donner próbował przedstawić wiele lat temu w swoich filmach. Jest trochę sentymentalnie z podkreśleniem wielkości Supermana, ale z drugiej strony brakuje pewnej oryginalności, pojawia się wiele powtórzeń i zapożyczeń z innych wcześniejszych komiksów z udziałem (nie do końca) Ostatniego Syna Planety Krypton.

Adam Kubert może i dużą rzeszę komiksomaniaków zachwyca swoją kreską, ale na pewno nie należy on do grona moich ulubionych rysowników. Gdy przeglądam jego prace tworzone dla Marvela w latach 90-tych i porównuję je do tego, co wyprawia z Supermanem w ramach OSTATNIEGO SYNA KRYPTONA, to widać ogromną różnicę, czytaj znaczny spadek jakościowy. Był to jego pierwszy projekt dla DC i według mnie nie do końca do swoich obowiązków się przyłożył. Brakuje mi w ilustracjach przede wszystkim dokładności oraz powtarzalności, gdyż artyście ciężko narysować daną twarz tak samo na dwóch kolejnych kadrach. Adam Kubert nie dba w tym konkretnym komiksie zbytnio o szczegóły, ośmielę się stwierdzić, że jest bardzo niechlujny, co odbija się zwłaszcza na mniejszych kadrach. Być może artysta celowo stosuje taki zabieg bawiąc się anatomią poszczególnych bohaterów, ale jak dla mnie wychodzi to mało efektownie. Pewien wpływ na jakość rysunków mogła mieć też tajemnicza choroba artysty, przez którą trzeba było dokończyć historię w późniejszym terminie. Stąd ten dziwny przeskok pomiędzy zeszytami 846 i 851.

Nie oznacza to jednak, że warstwa graficzna nie posiada pewnych zalet. Jest ich co najmniej kilka. Bardzo podobają mi się dynamiczne sceny walki, kilka dużych rozkładówek, czy też sposób rysowania w tle budynków miasta. Dech w piersiach zapierają również sceny umiejscowione wewnątrz Widmowej Strefy. W tych dwóch ostatnich elementach wielka zasługa legendarnego kolorysty, Dave'a Stewarta.

Skoro jesteśmy przy Strefie Widmo pozwolę sobie wytknąć jeden błąd, który wyłapałem podczas lektury. Chodzi o zamianę dymków w rozmowie Kal-Ela z Mon-Elem, pod koniec ich wspólnej przygody. Ciekawe, czy taki chochlik pojawia się w całym nakładzie.

Oprócz głównej historii, opisywany tom zawiera również kilka bonusów. Pierwszy z nich to czternastostronicowa, pełna rodzinnej atmosfery opowieść, w której to Clark zabiera najbliższych na mały piknik. Jest to taka odskocznia od codziennych problemów i okazja do lepszej integracji eS-rodzinki (rysunki Renato Guedesa z gatunku tych przeciętnych). Kolejne sześć stron ma za zadanie krótko opisać i przybliżyć nowemu czytelnikowi wybrane postacie ze świata Supermana, które pojawiają się na łamach głównej historii w tym tomie (śliczne ilustracje Stephane Roux). Następne osiem stron składa się na galerię okładek, wśród których znajdziemy również tę zdobiącą ACTION COMICS #847, który akurat nie wchodzi w skład omawianego tomu. Szkoda, że zdecydowano się wykorzystać jako główną, okładkę właśnie z tego zeszytu, a nie chociażby piękny cover z AC #844. Tłumaczę to sobie tym, że projektujący dwunasty tom WKKDC chcieli po prostu umieścić na okładce bardziej klasyczny wizerunek Człowieka ze Stali.

Kilka ostatnich stron to natomiast krótki origin Supermana, którego oczywiście nie mogło zabraknąć przy okazji premiery pierwszego tomu kolekcji z nim w roli głównej. Są tutaj wprowadzone pewne modyfikacje w porównaniu do tego, co pokazano w roku 1939 na łamach ACTION COMICS #1. SUPERMAN #1 ukazuje między innymi sposób, w jaki Clark Kent zdobył pracę jako reporter w gazecie Daily Star. Niestety zdecydowano się zaprezentować tylko część historyjki, przez co całość urywa się w mało odpowiednim momencie.

Najnowszy album, który ukazał się w ramach WKKDC zasługuje na uwagę nie tylko zagorzałych fanów Supermana, ale także osób, które do tej pory uważały tego bohatera jako płytkiego, jednowymiarowego i do bólu przewidywalnego. Twórcom udało się w miarę ciekawy i przystępny sposób dostarczyć czytelnikowi wyczekiwaną z pewnością przy tego typu komiksie dawkę efektownych pojedynków dobra za złem, a przy okazji dodali trochę humoru i wzbogacili całość o fragmenty podkreślające ludzką stronę głównego bohatera. Komiks bardzo szybko się czyta i jako jednorazowa lektura sprawdza się właściwie idealnie. Nie jest to dla mnie pozycja z gatunku tych, które na długo zapadają w pamięć, ale z pewnością należy ona do tych historii z eSem w roli głównej, które prędzej czy później warto przeczytać i poznać.

Ocena: 4/6

Opisywane wydanie zawiera materiał z komiksów ACTION COMICS vol. 1 #844 - 846 i #851, ACTION COMICS ANNUAL #11, SUPERMAN ANNUAL #13 oraz SUPERMAN vol. 1 #1.


Dawid Scheibe

3 komentarze:

  1. "Kal-El dostaje tym samym szansę zaopiekowania się małym chłopcem i wspólnie z Lois poczuć się jak rodzic. Ze względu na swoje pochodzenie Clark nigdy nie będzie mógł mieć z Lois potomka, dlatego pojawienie się w jego życiu Chrisa staje się okazją do odkrycia nieznanych, ale jakże upragnionych uczuć. "
    Czyżby jeszcze jeden dowód, że Superman z Rebirth to nie jest Superman sprzed Flashpoint?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phi to było przed Final Crisis, Nieważne jaki Kryzys zawsze są Retcony. Do tego można to zaliczyć.

      Usuń
  2. Szczerze nie jestem pewien co do rysunków. Dla mnie najlepsze są właśnie w tej dodatkowej historii. W głównej historii rysunki były dziwnie wkomponowane. Postacie ok, ale tła. Są strasznie, nie wiem kredowe, jak w jakimś Photoshopie czy coś? Ale jako fan Supka jestem szczęśliwy, że w końcu wyszła jakaś historia z Pre-flashpointowym Supermanem. I jeszcze reszta historii :)

    OdpowiedzUsuń