czwartek, 13 lipca 2017

WKKDC #24 - SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA

Ten tekst będzie bardziej felietonem niż recenzją, musicie mi to wybaczyć :)

Wiecie jak o komiksie SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA mówi się w Stanach? Ano tak, że tytuł ten zabił śmierć w komiksie. Dotychczas bowiem, jeśli w amerykańskim, mainstreamowym komiksie zdarzało się, że jeśli umierał ktoś ważny dla danego tytułu, to albo był to stan definitywny (Gwen Stacy) lub odkręcano to w sposób, który z perspektywy czasu nie jawi się jako totalna głupota i przede wszystkim nie robiono tego po dwóch miesiącach (Jean Grey). DC poszło krok dalej i autentycznie sprawiło, że od tego czasu już nic nie było takie samo.


Lata dziewięćdziesiąte, a zwłaszcza ich początek, był to ciężki okres dla komiksów w USA. Bardzo dziwne praktyki wydawnicze, mocne wzrosty cen oraz bardzo odważne, ale i tak nie do końca przemyślane wejście na rynek wydawnictwa Image sprawiło, ze rynek się zatrząsł w posadach. Słyszeliście niejednokrotnie o bankructwie Marvela, ale o tym, że w DC też działo się nieciekawie, mówi się znacznie mniej. Tymczasem tam też nerwowo spoglądano w cyferki tak długo, aż w końcu ktoś wymyślił pomysł na to, jak przyciągnąć nowych czytelników oraz odzyskać starych. Wystarczyło wziąć Batmana oraz Supermana, jednemu połamać kręgosłup, a drugiego zabić. I chociaż już wtedy wiedziano, że zarówno Clark Kent jak i Bruce Wayne ostatecznie wrócą w glorii i chwale, KNIGHTFALL oraz SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA spełniły swoje zadanie: o obu tych tytułach mówiono wszędzie, bite były rekordy sprzedaży i nawet jeśli fani kręcili nosami na zaproponowane zmiany, strumień dolarów był na tyle obfity, by nikt w DC się tym szczególnie mocno nie przejmował.

Zauważcie, że oba wspomniane tytuły łączy ten sam schemat. Zarówno Batman jak i Superman nie padli z ręki swoich największych wrogów. Obaj pokonani zostali przez postacie zupełnie nowe: wielkich, umięśnionych, przesadzonych, beznamiętnych niepowstrzymanych zabijaków, stanowiących swoisty symbol lat dziewięćdziesiątych, nazywanych dość powszechnie ”ekstremalnymi”. Bruce Wayne został ”tylko” wysłany na wózek inwalidzki, co robiło spore wrażenie, lecz nijak miało się ono do tego, co wywołał finał historii SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA. Informacje o zgonie symbolu komiksu amerykańskiego przetoczyły się wszędzie. Donosiły o tym gazety, radio czy telewizja, szum był ogromny, a szefowie DC gratulowali sobie udanego pomysłu.

SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA to historia, która w wyjątkowo nieokrojonej wersji trafiła także i do naszego kraju już w 1995. Pomiędzy majem i sierpniem tego właśnie roku TM-Semic wydał cztery numery serii SUPERMAN, na łamach których obserwowaliśmy starcie gigantów. Numer 8/95 posiadał okładkę, którą do dziś pamięta każda osoba, która dorastała z TM-Semicami.
Dla siedmiolatka, jakim wówczas byłem, szok był nie do opisania. Superman, mój ulubiony heros, nie żyje! Jak to możliwe? Co teraz będzie? Kto obroni Metropolis? Wrażenie, jakie wywołała na mnie ta historia było tak ogromne, że gdy po latach, po zakończeniu mojego własnego kryzysu tożsamości powróciłem do kolekcjonowania komiksów, koniecznie musiałem ponownie mieć SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA w zbiorach. Zdecydowałem się jednak na wersję oryginalną, zebraną w jednym tomie i trzymam go sobie na półce do dziś. Oczywiście wspomnianego SUPERMAN 8/95 koniec końców też do kolekcji włączyłem i co jakiś czas powracam do lektury tej historii. Nie uważam, by straciła na sile przekazu, chociaż niektóre rzeczy się w niej mocno postarzały.

Być może SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA nie byłaby dla mnie do dziś tak ważnym komiksem, gdyby scenarzyści nie odwalili kawału dobrej roboty. Na przestrzeni tych kilku zeszytów Dan Jurgens, Louise Simonson, Jerry Ordway, Roger Stern i cała reszta ekipy nie tylko pokazali wielkie starcie dwóch niepowstrzymanych sił, ale także nie zapomnieli przypomnieć wszystkim, za co Superman był tak ważną postacią i podeszli do niego z należytym szacunkiem. Nie ma tu więc bezsensownej rozpierduchy z mnóstwem niepotrzebnych ofiar, ponieważ Człowiek ze Stali nawet u kresu sił robił wszystko, by uratować jak najwięcej osób. Taki po prostu był i takim pozostał do końca. Jego śmierć jest chwilą podniosłą, niebywale smutną i pokazującą jak wiele znaczył dla mnóstwa osób, a wszystko to przedstawiono nam tak naprawdę na paru niezwykle wymownych stronach. Naprawdę chciałoby się, aby w dobie zabijania i wskrzeszania znanych bohaterów niemal na wyścigi (pozdrawiamy tutaj Bruce’a Bannera), chociaż jedno z nich otrzymało zgon tak dobrze napisany, jak SUPERMAN: ŚMIERĆ SUPERMANA.

O wydaniu od WKKDC nie napiszę Wam w zasadzie nic nowego. Dostaliśmy tym razem kompletną historię w jednym tomie, wzbogaconą o kolejną historyjkę ze Złotej Ery. Cena ta sama co zawsze, jakość wydania podobnie, do tłumaczenia nie mam zarzutów.

Niemniej gdyby zapytano mnie o czy warto kupić ten komiks, a sądzę, że po to też tutaj zajrzeliście, pokazałbym takiej osobie posiadane przeze mnie trzy wersje tego komiksu oraz dodałbym, że żadnej z nich nie mam zamiaru się pozbywać. To nie jest komiks wybitny, ale gwarantuję, że długo go zapamiętacie. Jeśli już umierać, to tylko w takim stylu.

------------------------------------------------------------------------

Materiały zebrane w tomie pochodzą z następujących oryginalnych komiksów: SUPERMAN: THE MAN OF STEEL vol. 1 #17-19, JUSTICE LEAGUE AMERICA vol. 1 #69, THE ADVENTURES OF SUPERMAN vol. 1 #496-497, ACTION COMICS vol. 1 #683-684, SUPERMAN vol. 2 #73-75.

Z zeszytów SUPERMAN: THE MAN OF STEEL vol. 1 #17, THE ADVENTURES OF SUPERMAN vol. 1 #496, ACTION COMICS vol. 1 #683 i SUPERMAN vol. 1 #73 przedstawiono tylko po jednej stronie z pięścią Doomsdaya uderzającą w ścianę. 

6 komentarzy:

  1. Bardzo dobra recenzja-felieton.
    Czytając ten komiks z przed lat, a dzisiejsze przygody Supermana i Batmana bardzo łatwo można zobaczyć jak na przestrzeni lat zmieniło sie podejscie do tych bohterów. Jak śmierć zpowrzechniała w komiksach.Nasuwa sie pytanie do kąd to wszystko zmierza. Niestety z przykrością uważam że DC zatraca tożsamość niektorych bohaterów i nie są i zapewne nie beda oni juz tacy jak kiedys. Coraz trudniej o naprawde dobry komiks z Supermanem czy Batmanem dlatego zawsze czekam na komiksy z przed lat wydawane czy to przez egmont czy inne wydawnictwa. Wracajac do tematu to dokładnie pamietam to wydarzenie w Polsce i wrażenie jakie na mnie zrobiło. Stare dobre czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,zapewne nie beda oni juz tacy jak kiedys" A to jest problem? Ja nie chcę aby postacie się nie zmieniały. I co to za głupoty o tym, ze trudno o dobtu Komiks z Supkiem? W Rebirth każda seria z rodziny książek o Supku jest co najmniej dobra!

      Usuń
    2. A dla mnie problem jest.
      a co do "głupot" to jak wyjdzie w Polsce komiks z Supermanem z odrodzenia,i jak go przeczytam to wtedy sie wypowiem.

      Usuń
  2. Pewnie posypią się teraz gromy, ale co tam. Przepraszam, ale nie rozumiem zachwytów nad tą pozycją. Nie robi na mnie żadnego wrażenia i nie robiło w momencie wydania jej przez TM Semic. Może dlatego, że miałem lat trochę więcej niż autor recenzji , a może po prostu kwestia brzydkiej szaty graficznej, miałkiej i ckliwej treści. Najsłabsza pozycja jak dotąd w WKKDC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu maja sypać sie na ciebie gromy? Nie podobało ci sie i tyle. Mi sie też wiele rzeczy nie podoba ale nie jest to powód zeby kogoś krytykować. Nie podobalo ci sie i masz prawo swoje zdanie powiedzieć i po to też chyba tu jestesmy żeby wymieniać sie uwagami i spostrzeżeniami.wiec krytykuj ile wlezie bo to twoje zdanie jest i sprawia że jest o czym dyskutować :-)

      Usuń
  3. Dla mnie taktyka Supera na walke z Doomsem była samobójcza..czyli napierdzielanie sie w bliskim kontakcie..zamiast od razu w kosmos go wywalić i w słońce rzucić...ale kichą to był ich rewanż wiele lat pozniej jak Supi jakimis laserkami i mieczami chciał go ubić a w koncu wygrał dzięki...pudełku które ich przeniosło w jakiś inny wymiar gdzie D sie rozleciał:)

    OdpowiedzUsuń